wtorek, 27 maja 2014

One

            2014, maj.

            Stuk, stuk, stuk.
            Ugh! Gdzie on się podziewa? Spoglądam na ekran monitora i zaciskam usta w cienką linię, po czym wracam do opracowywania promocji dla agencji. Próbuję skupić się na swoim zadaniu, lecz po raz kolejny zaczynam stukać długopisem o biurko. Co się ze mną dzieje? Nie powinnam tak bardzo się tym przejmować. Ten okres minął dawno temu. Jednakże znowu czekam na wiadomość i zaczynam się denerwować. Dlaczego nie odpisuje? Co robi? Ugh, jestem beznadziejna.
            Odpycham się od biurka i idę zrobić sobie herbaty. Dlaczego on musi doprowadzać mnie do szału? Nienawidzę go za to. Nienawidzę stanu do jakiego mnie doprowadził. Kocham go. Kocham czuć go obok siebie, nawet gdy jest daleko. Boże, jestem beznadziejna. Zalewam herbatę i wracam do biurka.
            - Emilly, co się z tobą dzieje? - słyszę za sobą zmartwiony głos graficzki.
            Sama chciałabym to wiedzieć.
            - Nic, chyba jestem zmęczona - wzdycham, mieszając herbatę, tradycyjnie robiąc przy tym masę hałasu.
            Postanawiam zrobić sobie przerwę, więc oficjalnie włączam facebook'a. Przeglądam profile znajomych i strony, które mógłby mnie zainteresować, lecz w głowie ciągle się zastanawiam dlaczego on nie pisze. Przecież jest dostępny. Halo! Widzę cię! Wypuszczam nerwowy oddech. Zostało mi jeszcze kilka godzin pracy, powinnam się uspokoić. Upijam łyk herbaty i krzywię się. Gorąca. A niech cię szlag!
            Chcąc się czymś zająć zaczynam czytać rozmowę z poprzedniego wieczora. Chcę pozbyć się go z mojej głowy, lecz nie potrafię. Ulegam.
           
            Emilly Angel
            Okey. Lol, czaisz, że w tym roku kończę 18? :) Dzisiaj doszła do mnie ironia tej sytuacji ;-;
           
            Tobias Fallen
            No czaję XD

Emilly Angel
Tyle czekaliśmy, abyśmy oboje byli po 18 i sie wszystko schrzaniło gdy "najgorsze" było za nami.

            Tobias Fallen
            Hm, a dobra nie ważne.

Emilly Angel
Nie no, powiedz.

            Tobias Fallen
            Ja nie zerwałem, chciałem to naprawić ale już się nie dało.

Emilly Angel
Zerwałeś we wrześniu. Ja później powiedziałam, że nie ma sensu próbować.
Poza tym przecież cię teraz nie obwiniam.
Znaczy, uważam, że oboje daliśmy ciała, ale wiem że to też moja wina, nawet znaczna.

            Tobias Fallen
            To prawda, że oboje zawaliliśmy.
            Ale jeśli byśmy spróbowali to było by lepiej. Teraz mam samochód to pewnie widzielibyśmy się co tydzień.

Emilly Angel
Próbujesz mnie dobić, kochanie? xd

            Tobias Fallen
            Sam siebie dobijam, chociaż mam Jessicę.

Emilly Angel
Więc czemu siebie dobijasz, skoro masz ją?

            Tobias Fallen
            Em, bo mam poczucie winy? Bo wiem, że robię źle, a nie zerwę z nią bo nie umiem jej tego zrobić?

Emilly Angel
Okey, nie będę niemiła xd
            Tobias Fallen
            No tak, wiem, z Tobą umiałem.

Emilly Angel
Właśnie.

            Tobias Fallen
            Mówiłem ci, że sporo się zmieniło u mnie.
            Dorosłem.

Emilly Angel
Dorosłość to umiejętność podejmowania odpowiedzialnych decyzji. Myślisz, że odpowiedzialne jest to, że masz poczucie winy, ale nie zostawisz jej, bo nie chcesz jej ranić?

            Tobias Fallen
            Wziąłem za nią odpowiedzialność.

Emilly Angel
To nie są rozmowy na fb. Znasz moje zdanie. Ja zawsze oczekiwałam od ciebie szczerości, ponieważ uważałam, że na nią zasługuję i myślę, że każda dziewczyna oczekuje jej dla siebie.

            Tobias Fallen
            Ale ona o tym wie.

Emilly Angel
Że masz poczucie winy?

            Tobias Fallen
            Też i wie, że nie powinienem z nią być.
            Zw idę się umyć.

Emilly Angel
I co ona na to?
Ok.

            Tobias Fallen
            Podziękowała mi. Dobrze wie, że drugiego takiego jak ja szybko nie znajdzie.

Emilly Angel
A ty drugiej takiej jak ona, prawda?

            Tobias Fallen
            Em, kocham ją, jest w niej coś wyjątkowego, bo jest inna niż inne dziewczyny. Ona ustaliła reguły nim ja to zrobiłem.

Emilly Angel
Rozumiem.

            Tobias Fallen
            Dziękuję.


Emilly Angel
Boże, jestem zbyt dobrym człowiekiem xd

            Tobias Fallen
            Wiem o tym, że taka jesteś ;*

Emilly Angel
A potem dziwne, że dostaje po dupie od życia. Sama to na siebie sprowadzam! xd

            Tobias Fallen
            Gadasz ;* dobrze wiesz jak Bóg na to patrzy.

Emilly Angel
Wiem.

            Tobias Fallen
            Przepraszam ale idę już spać :)

Emilly Angel
Nie ma sprawy, wyśpij się.

            Tobias Fallen
            Bo rano o 5 pobudka XD

Emilly Angel
Mhm.
Wyśpij się więc.

            Tobias Fallen
            Dobranoc Słoneczko ;*

Emilly Angel
Dobranoc.

            Tobias Fallen
            Jesteś zła?

Emilly Angel
Nie.

            Tobias Fallen
            Tak, wiem, nie znosisz jej.
            Bo ona ma teraz coś, co ty chcesz.

Emilly Angel
Powiem to, choć nie pamiętam, abym kiedykolwiek ci to mówiła.
Zamknij się.
Bo za cholerę nie pomagasz w tej chwili.

            Tobias Fallen
            Przepraszam.
            Dobranoc.

Emilly Angel
Przepraszam.
Po prostu to jest trudne i bez tego.
Poniosło mnie.
Przepraszam.

            Tobias Fallen.
            Nic się nie stało.
            Rozumiem.
            Dobranoc.

Emilly Angel
Nie złość się.
Widocznie nie jestem aż tak dobrym człowiekiem, huh? xd

            Tobias Fallen
            Dobranoc słońce ;*
            Jesteś ;*

Emilly Angel
Dobranoc ;*
Po prostu to nie sprawiedliwe.
Dobra, robię się nieznośna xd
Za późno xd
Za dużo myśli xd
Nieważne xd
Ugh, pisanie ze mną w nocy nie jest bezpieczne ;-; xd

            Zaciskam powieki, pocierając palcami skonie. Mam ochotę kopnąć się w twarz. Faktycznie piszę głupoty, gdy jestem zmęczona. Dlaczego czuję, że to nie koniec rozmowy? Biorę głęboki oddech, obiecując sobie, że nie rozpłaczę się w pracy. Nie potrzebuję litości, nawet bez tego czuję się wystarczająco źle. Oblizuję wargi i upijam łyk herbaty, próbując odgonić wspomnienie, które doprowadziło mnie do tego miejsca.

            - Daisy, zrób herbatę - jęknęłam zakopana pod kołdrą, patrząc na ciemnowłosą przyjaciółkę.
            - Jestem gościem, ani mi się śni! - zawołała rzucając we mnie moją poduszką. Bezczelność! Odrzuciłam w nią puchowym przedmiotem, uśmiechając się przy tym kusząco.
            - Możesz zrobić tą, którą tak lubisz...
            - Z DROGI! - wrzasnęła zeskakując z łóżka, przez co obie wybuchłyśmy śmiechem.
            Potrząsnęłam głową, tłumiąc w dłoni ziewnięcie. To był szalenie długi dzień i byłam naprawdę zmęczona. I znudzona. Westchnęłam, biorąc do ręki telefon i pierwszą myślą, było napisanie do niego. Była Wielkanoc i chyba zanadto udzieliła mi się kłamliwa atmosfera świąt, nakazująca miłować się wzjamnie.
            Wysłałam: "Hej :)"
            Żadnej odpowiedzi. W sumie było już późno, chłopak miał zdecydowane prawo już spać. Wychyliłam się w stronę kuchni, nasłuchując pisków oparzenia, czy czegokolwiek takiego - z Daisy nigdy nie było wiadomo czego się spodziewać.
            Telefon zawibrował.
            "Hej :) Co u ciebie?"
            Przełknęłam ślinę, sama nie wiedząc dlaczego się uśmiechałam.
            "Nudno, Daisy u mnie śpi. A u ciebie?"
            "Dobrze, gram z Samem"
            Przewróciłam oczami z rozbawieniem. Miliony razy powtarzałam mu, że musi to ograniczyć. Lecz zarówno on, jak i Sam - jego brat - byli zdecydowanie uzależnieni od gier komputerowych.
            "Przeszkadzam? :)"
            "Nie, choć nie wiem co moja dziewczyna na to"
            Rozchyliłam wargi, biorąc głęboki oddech. Uśmiech momentalnie zniknął z mojej twarzy.
            "Nie chcę robić problemów. Cześć."
            "Przestań, nie robisz ich :)"
            Rzuciłam telefonem na przeciwległy koniec łóżka.
            - Co się stało? - spytała przyjaciółka, wchodząc do pokoju i momentalnie zmarszczyła brwi, przyglądając się mojej napiętej twarzy.
            - On ma dziewczynę.
            - Kto?
            - Tobby - mruknęłam i wymusiłam najszczerszy uśmiech, jaki potrafiłam.
            Kubki niemalże z hukiem wylądowały na stole, a dziewczyna wpadła na mnie z siłą czołgu. Potrzebowałam powietrza.
            - Pewnie sobie ją wymyślił, żebyś była zazdrosna - westchnęła odgarniając włosy z mojej twarzy.
            - Możliwe - westchnęłam, po czym zaśmiałam się cicho. - Zresztą wszystko jedno. To zamknięty rozdział, cieszę się jego szczęściem.
            - Mądra dziewczynka!
           
            Z zamyślenia wyrywa mnie wibracja telefonu. Patrzę na wyświetlacz. Mike. Jestem w pracy, niech idzie do diabła. Kocham mojego kuzyna, ale czasem działa mi na nerwy z siłą rażenia. Dowiedziałam się o Jessice dwa tygodnie temu. Przez pierwsze trzy dni cieszyłam się, że się ode mnie uwolnił. Po trzech dniach chciałam rozstrzelać dziewczynę, która odebrała mi wszystko, co kochałam. Wszystko co kocham. Oblizuję wargi, próbując skupić swoje myśli na czymkolwiek, co nie miałoby nic wspólnego z Tobiasem. Tym bardziej, że właśnie w tej chwili jest z nią. Robi mi się nie dobrze. Biegnę do łazienki.
            Opieram dłonie o muszlę i chcę zwymiotować. Chcę się zmęczyć i chcę aby mi ulżyło. Jednakże niczego nie jadłam, więc wypluwam z siebie trochę żółci. Zaczynam płakać. Nie jest to spazmatyczny wybuch płaczu, ledwie kilka łez niemo spływających po policzkach i tyle. Nie mam siły płakać, lecz nabiorę jej do wieczora, a wtedy będę spalać się kolejnego dnia.
            Uśmiecham się do Hannah i siadam przy swoim stanowisku. Dzwoni telefon i wchodzi klient. Patrzę na graficzkę i wzdycham. Telefon jest mój.
            - Mystery, słucham? - mówię z czystym profesjonalizmem, odkładając na bok swoje życie.
            - Dzień dobry, zastałem pana Sebastiana? - słyszę po drugiej stronie i wzdycham w duchu.
            - Niestety, pan Sebastian opuścił agencję godzinę temu. Proszę spróbować na komórkę - odpowiadam wstając po wizytówkę.
            - Mogłaby mi pani podać numer?
            - Oczywiście, ma pan coś do pisania?...
            Jest to już trzecia osoba pytająca o Sebastiana odkąd wyszedł. Mamy tego dnia prawdziwe urwanie głowy w pracy i zdecydowanie nie jest to odpowiednia chwila na użalanie się nad sobą. Zresztą nienawidzę użalania się, litowania ani niczego, co potwierdzałoby to, w jak beznadziejnej sytuacji jestem.
            Odkładam telefon i spoglądam na ekran monitora, chcąc wrócić do opracowywania promocji dla agencji. Mam dość ślęczenia nad bazą danych - jestem pewna, że prędzej czy później dostanę od niej oczopląsu.
           
            Tobias Fallen
            Noo tak :)

            Uśmiecham się pod nosem. Nie mam pojęcia dlaczego, ale cieszy mnie ta odpowiedź. Wcześniej pytałam, czy chciałby pouczyć mnie jeździć, skoro za kilka miesięcy zdaję na prawo jazdy. Przygryzam wargę i przesuwam opuszkami po klawiaturze, po czym zaczynam pisać.

Emilly Angel
A jak ci rozbiję auto? xd

            Tobias Fallen
            Nie rozbijesz :)

Emilly Angel
Jesteś pewien? xd Jestem zdolna xd

            Tobias Fallen
            Tak, jestem pewien :)

Emilly Angel
Skąd ta pewność?  :)

            Tobias Fallen
            No bo wiem :)
            Nic się nie stanie.

Emilly Angel
Skoro jesteś taki pewny to ok xd

            Tobias Fallen
            Nom :)

Emilly Angel
To jak bd miał wolne to daj znać xd

            Tobias Fallen
            Okk :)

Emilly Angel
Wracam do pracy, odezwę się później :)

            Wyłączam facebook'a i kończę projekt promocji. Przez cały czas uśmiech nie schodzi z moich ust i nie mam dla tego sensownego uzasadnienia. Czuję się jak na emocjonalnym rollercostearze. Tak, jakbyśmy znowu byli w punkcie wyjścia, a cały ten czas nie miał żadnego znaczenia, w żaden sposób nie odbił się na naszej historii.
            Chowam twarz w dłonie, próbując przetrwać do końca pracy.


* * *

            Wybiegam z agencji, wiedząc że za chwilę mam autobus. Wsadzam słuchawki w uszy i puszczam moją ulubioną playlistę. Spośród setki piosenek, w kółko słucham czterech, które dołują mnie z każdą chwilą coraz bardziej. Kocham je. Przyśpieszam kroku i wpadam na ulicę. Dzięki muzyce, nie słyszę ryku klaksonów i nie odczuwam centymetrów, które dzielą mnie z najbliższą maską samochodu. Chcę zapomnieć o bólu, pogrążając się w tym uczuciu jeszcze bardziej.
            Patrzę na niebo i marszczę nos. Zdecydowanie będzie padać. I jak na zawołanie, duża kropla roztrzaskała się prosto na moim nosie. Cofam się o kilka kroków pod dach przystanku i czekam na autobus. W tej samej chwili przypominam sobie, że dzwonił mój ukochany kuzyn. Cóż, co cię nie zabije to cię wzmocni, prawda? Wybieram numer.
            - Hej, Emie - słyszę jego głos po trzech sygnałach i przewracam oczami.
            - Co chciałeś? - warczę. "Emie" zdecydowanie pogorszyło mój stosunek do niego na jakieś kilkanaście sekund.
            - Idziemy w sobotę na kręgle - odparł, a gdzieś w tle usłyszałam damski głos. Ponownie przewróciłam oczami.
            - To nie było pytanie - zauważam, podirytowana.
            - Owszem, nie było. Nie masz planów, a powinnaś się rozerwać. Idzie Mercedes i inni ludzie...
            - Nie mam ochoty - syczę, zaciskając wargi w wąską linię. Nigdy nie grałam w kręgle i zdecydowanie nie chcę się upokorzyć przed Mike'em. Kocham go, ale nie jest pierwszą osobą na liście tych, przy których mogę się zbłaźnić. Nie jest nawet w pierwszej dwudziestce.
            - Trudno. O 18 pod Pizza Hut. Bądź.
            Sygnał zakończonego połączenia.
            Mam ochotę zawyć z frustracji. Odkąd pamiętam, Mike próbował, próbuje i z pewnością będzie próbował ustawiać moje życie według własnego planu. Nie raz wykrzyczałam mu to w twarz, choć i tak o wiele za mało. On nie zachowuje się jak burak. On JEST burakiem. Kocham go i wiem, że jest też dobrym człowiekiem, ale to nie zmienia faktu, że mam ochotę rozszarpać mu gardło. Co najmniej.
            Potrzebuję się uspokoić.
            Dzwonię do Tobiasa.
            Zajęty.
            Warczę pod nosem i wchodzę na facebooka.

            Tobias Fallen
            Nie mogę spać.
            Nie wiem co mi jest.

            Marszczę brwi zmartwiona. Bez większego zastanowienia, przesuwam palcami po ekranie telefonu.

Emilly Angel
Może za dużo myśli, albo nerwów.

            Tobias Fallen
            Chory jestem. Grypa czy coś.

Emilly Angel
Byłeś u lekarza?

            Tobias Fallen
            Nie.

            Zaciskam powieki i warczę pod nosem. Wsiadam do autobusu, podciągając nogi pod brodę. Torba poleciała gdzieś na bok. Nie znoszę tego stanu, gdy wiem, że jest z nim źle. I chociaż wiele razy słyszałam, że mu matkuję, robię to nieświadomie, niemalże instynktownie. Oblizuję wargi, biorąc głęboki oddech, starając się stłumić niepokój, który zaczął rozlewać się w żyłach niczym trucizna. Prawdopodobnie wynika to z tego, że od zawsze miałam przede wszystkim jego, a on miał mnie. Gdy cokolwiek się działo, od razu o tym wiedzieliśmy. Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nagle go zabrakło.

Emilly Angel
A idziesz?

            Tobias Fallen
            Tak w przyszły wtorek.

            Jest środa. Mam ochotę pojechać do niego i uderzyć go patelnią. Albo czymkolwiek ciężkim, co miałabym pod ręką. On ma szczęście, że jest tak daleko, inaczej dostałby czymkolwiek. Nie raz, nie dwa.

Emilly Angel
Tobby...

            Tobias Fallen
            Nic mi nie będzie.

Emilly Angel
Chorzy śmiertelnie też tak mówili ;-;

            Tobias Fallen
            Oj tam oj tam XD

Emilly Angel
Wolę cię żywego xd

            Tobias Fallen
            No nic mi nie będzie XD

Emilly Angel
Nie możesz iść z marszu do pierwszego kontaktu? ;-;

            Tobias Fallen
            Ej ale nic mi nie będzie.

            Wypuszczam wstrzymywany oddech i odchylam głowę na oparcie fotela. Spoglądam przez okno i zrywam się z miejsca, widząc że to mój przystanek. Tak jakby. Przechodzę na drugą stronę ulicy, tym razem ostrożniej i siadam na ławce, czekając na autobus, który zawiezie mnie do domu.
            Nie znoszę w nim tego. Zawsze bagatelizuje swój stan, nie chcąc aby inni się o niego martwili. Robił tak z każdym, tylko nie ze mną. Ja mogłam wiedzieć, jak jest naprawdę, dlatego teraz mam ochotę go skrzywdzić. Przeczesuję włosy palcami i patrzę na kiepski stan swojej baterii. Wypuszczam kolejny niezadowolony oddech i włączam wirtualną klawiaturę.

Emilly Angel
Kochanie, proszę.
Mnie gonisz zawsze, więc raz zrób to, czego wymagasz ode mnie :)

            Wyłączam facebooka, bo inaczej padnie mi bateria. Będzie musiał wytrzymać aż dojadę do domu. JA będę musiała wytrzymać tyle bez niego.   Nie rozumiem tego, co się ze mną dzieje i chyba boję się to zrozumieć.
            Wsiadam do autobusu i opieram głowę o szybę, pozwalając myślom podążyć dosyć dziwnym torem.

            Idę szybkim krokiem po szpitalnych korytarzach, chociaż mam wrażenie, że zaraz zwymiotuję. Denerwuję się i martwię. Wypadam zza zakrętu i widzę ją. Wyobrażam sobie, że jestem tak samo zaskoczona jej widokiem, jak ona moim. Patrzę przez chwilę w jej zielone oczy oraz rude włosy, spływające po plecach, po czym wymijam ją bez słowa. Nie obchodzi mnie jej obecność. Nie obchodzi mnie to, że ona uważa, iż ma prawo tu być. Nie ma prawa. Zaciskam wargi, czując wzrastającą determinację. Nie powinno jej tu być. To nie jest jej miejsce.
            Zaciskam powieki i widzę szok wymalowany w szmaragdowych tęczówkach. Przyspieszam i wpadam do sali szpitalnej, po czym podchodzę do niego, witając go. On jest mój. On zawsze był mój i widząc sposób, w jaki na mnie patrzy, wiem że zawsze będę należeć do niego.
           
            Otrząsam się szybko, zarówno mentalnie jak i fizycznie. Starsza pani, siedząca obok mnie, posyła mi dziwne spojrzenie, lecz zbywam je mdłym uśmiechem, choć wcale nie jest mi do śmiechu. Ciągle widzę te zielone oczy, choć tak naprawdę widziałam je raz w życiu na żywo i to przez chwilę. Mimo to, czuję zimny dreszcz. Przełykam gulę w gardle i zauważam nieprzyjemny posmak w ustach.
            Wysiadam z autobusu.
            W drodze do domu, cały czas myślę o tej dziwnej myśli. Po pierwsze, nigdy nie musiałam odwiedzać Tobiasa w szpitalu. Po drugie, jest tylko chory, więc dlaczego myślę o nim w szpitalu? Poza tym chyba jednak, mimo wszystko, nie chcę się minąć z Jessicą w szpitalu. Zapewne obie byłybyśmy dla siebie podłe, chociaż nie odzywałybyśmy się do siebie nawet słowem. Mimo to i tak to ona w tej chwili może więcej. I nie wątpię, że by to wykorzystała.
            Pierwsze co robię po przyjściu do domu, to podłączam telefon do ładowarki i wchodzę na facebooka.

            Tobias Fallen
            Pójdę, nie mam siły dzisiaj.

            Okey znowu zaczynam się martwić. Rzucam się na kanapę, biorąc telefon w dłonie i mimowolnie przygryzam dolną wargę. Tobias rzadko nie ma siły czegoś zrobić, a jeszcze rzadziej o tym otwarcie mówi. Nawet mnie. Przybija mnie bezsilność, którą mogę wyczuć nawet przez sieć. Muszę zrobić coś, aby rozładować sytuację.

Emilly Angel
Ale nie za tydzień, szybciej xd

            Tobias Fallen
            Ja mam lekarza na miejscu tylko we wtorek.

Emilly Angel
UGH. Masz dziwnego lekarza!
Ja też musze iść ;-; lol xd

            Tobias Fallen
            Tak to mam w Bell Gardens.

Emilly Angel
Mów mi więcej, wiem gdzie to xd

            Tobias Fallen
            Wiesz? xD

Emilly Angel
Nie xd

            Tobias Fallen
            Ha ha.

Emilly Angel
Kochaj mnie, a nie nabijaj się ze mnie xd

            Tobias Fallen
            Jasne XD
           
            Przewracam oczami z rozbawieniem i odkładam telefon na miejsce. Wstaję i idę do kuchni, po czym wsadzam zapiekankę do mikrofalówki. Przez cały czas się uśmiecham, choć powinno mnie to irytować, wcale tego nie robi. Dobrze wiem, że to on tak na mnie działa i nie przeszkadza mi to. Zaczynam nucić pod nosem Arash - Broken Angel, po czym zaczynam się śmiać. Wzięła mnie faza na stare przeboje. To także jest jego wina. Kilka minut rozmowy z nim sprawia, że czuję się szczęśliwsza. Uśmiecham się i śmieję. To powinno być zabronione.
            Wyciągam talerz, po czym upuszczam go na blat, dmuchając na palce i piszczę przy tym, po czym znowu wybucham śmiechem. Czuję się jak zakochana nastolatka - którą w gruncie rzeczy wciąż jestem - przez co nie mogę powtrzymać śmiechu. Nie mam pojęcia jak to działa, ale to co jest między nami jest niesamowite. Gdy jest mi źle, wystarczy chwila rozmowy z nim, aby nagle wszystko nabrało żywych kolorów. Fakt, są dni, kiedy doprowadza mnie na skraj obłędu, ale mimo wszystko go kocham.
            Włączam radio i zaczynam śpiewać, krojąc zapiekankę na mniejsze kawałki. W tym wszystkim ledwo słyszę telefon. Zrywam się z miejsca i biegnę do salonu.
            - Tak? - dyszę do aparatu, wycierając dłonie w dżinsy.
            - Co robisz, Em? - słyszę pogodny głos przyjaciółki i uśmiecham się.
            - Obiad, a co? Chcesz wpaść? - pytam rozbawiona i wracam do kuchni, ściszając radio.
            - Obiad? W sensie te ochłapy, które jesz? Kot by się nie najadł.
            - Marudzisz - zaśmiałam się i wsunęłam do ust kawałek zapiekanki. Zostało mi 5.
            - Jak się czujesz? - pyta, choć z pewnością obie powstrzymujemy się od westchnienia.
            - Jest ok, Abs - mówię, siadając na blacie i biorę kolejny kawałek zapiekanki, bawiąc się nim w palcach.
            - Na pewno? - zaciskam powieki.
            Abigail jest osobą, której mówię o wszystkim, odnośnie mnie i Tobiasa. Daisy już nie może o nim słuchać, ale z Abs mamy układ - ona wysłuchuje moich żalów odnośnie Tobiasa, ja jej odnośnie Ericka - i obie jesteśmy szczęśliwe. Pocieram palcami skroń i wyrzucam z siebie pytanie, które męczy mnie od poranka, dnia w którym znowu patrzyłam na zdjęcie rudej.
            - Jestem ładniejsza?
            - Em, pytasz serio? - słyszę odpowiedź po chwili wahania.
            - Tak, Abs. Pytam, czy jestem od niej ładniejsza - wzdycham, nie chcąc jeść dalej. Ona jest ode mnie szczuplejsza.
            - Kochanie, jesteś piękna. Masz śliczne, blond włosy, wspaniałe, kocie oczy, urocze piegi i piękną figurę. Moim marzeniem jest, abyś ubrała białą koszulkę z krótkim rękawkiem i kołnierzykiem, do tego krótką spódniczkę w kratkę oraz białe za kolanówki - powiedziała na jednym oddechu, przez co niemalże się roześmiałam.
            - Dzięki, Abs, ale mam grube uda - westchnęłam, dźgając wspomnianą, galaretowatą masę.
            - Mam ochotę uderzyć cię patelnią - mruknęła.
            - Uwierz, nie ty pierwsza masz dzisiaj takie skłonności - roześmiałam się, wzruszając nieznacznie ramionami.


* * *

            Wychodząc spod prysznica, przeczesuję palcami wilgotne włosy i staję przed lustrem, przyglądając się swojemu ciału. Po raz pierwszy zauważam, że mam ładne piersi. Podnoszę ręce i patrzę na siebie z profilu. Podoba mi się ich kształt. Patrzę na swój brzuch i stwierdzam, że wcale nie jest aż tak gruby, jak ciągle mi się wydaje. Uda bez zmian - zbyt obszerne. Znowu staję przodem i patrzę na swoją talię. Podoba mi sie wcięcie, które jest zauważalne. Przechylam głowę na bok i przybliżam twarz do lustra. Piegi mam rozsypane głównie po nosie i części policzków, je też lubię. Nawet lubię moje usta i zęby, których kły wyglądają na wampirze. Oczy podobały mi się od zawsze.
            Ubieram szlafrok i wychodzę z łazienki, niemalże w tej samej chwili, w której słyszę głos mamy.
            - Emilly!
            - Tak? - krzyczę w odpowiedzi, otwierając drzwi swojej fortecy i staję na szczycie schodów.
            - Zejdź po kolację! - woła mama, a później znika w swojej części domu.
            Posłusznie schodzę na dół i biorę z kuchni talerz z parówkami. Największy syf, ale mi smakuje. Wracam na górę, po czym wpełzam do łóżka. Wsuwam do ust pierwszy kęs, włączając jednocześnie facebooka. Od razu mu odpowiadam. Daisy zawsze się śmieje, że szukam każdego pretekstu, aby do niego napisać, ale prawda jest taka, że potrzebuję go. Jak powietrza.

Emilly Angel
Ale serio idź do lekarza xd

            Tobias Fallen
            Pójdę.

Emilly Angel
Jak będziesz umierał? ;-;
To że wybrałeś ją, nie znaczy że przestanę się o ciebie troszczyć, jesteś moim przyjacielem i serio wolę cię żywego xD
Więc będę ci truła, póki nie pójdziesz xd

            Mam ochotę kopnąć się w twarz. Sama o niej wspominam i sama siebie dobijam, powtarzając wciąż i wciąż o tym, że wybrał ją. Szczerze? Niszczy mnie to od środka tak, że mam ochotę pojechać tam i powiedzieć jej, że nie zasługuje na niego. Prawda jest taka, że na niego nie zasługuje. Znam go i wiem, że ma problemy i to takie o których nie powie każdemu, a do ich rozwiązania potrzebuje kogoś naprawdę silnego. Ona nie jest silną osobą. W sumie sama już nie wiem, czy ja jestem silną osobą. Czy ktoś silny może tak desperacko potrzebować kogoś innego?

            Tobias Fallen
            No pójdę noooo XD

Emilly Angel
Dobrze, uwierzę jak pójdziesz xd

            Tobias Fallen
            Okey :)

            Uśmiecham się i odkładam telefon na bok. Następnie biorę do ręki książkę, którą kończę czytać. W końcu wypadałoby zabrać się za coś ambitnego, dlatego też czytam "Rok 1984" G. Orwella. Wspaniała książka! Otwieram ją na miejscu, gdzie ostatnio skończyłam czytać i zagłębiam się w lekturę.

            "Partia pragnie władzy dla samej władzy. Nie obchodzi nas dobro ludzkości; obchodzi nas wyłącznie władza. Nie bogactwa, luksusy, długie życie lub szczęście, a tylko władza, czysta władza. (...) My jesteśmy inni. Wiemy, że nikt nie sięga po władzę z zamiarem jej oddania. Władza to nie środek do celu; władza to cel. Nie wprowadza się dyktatury po to, by chronić rewolucję; wznieca się rewolucję w celu narzucenia dyktatury. Celem prześladowań są prześladowania. Celem tortur są tortury. Celem władzy jest władza. Czy wreszcie zaczynasz rozumieć?"

            Odsuwam od siebie książkę i przełykam z trudem ślinę. Chociaż wiem, dlaczego O'Brien wypowiada te słowa do Winstona, nie mogę opanować wrażenia, że wypowiada je wprost do mnie. Chociaż Orwell napisał tę książkę w 1949 roku, 55 lat temu, nie mogę przestać myśleć, że przewidział tę sytuację. Zupełnie tak, jakbym miała teraz przeczytać tę książkę, zobaczyć te słowa. Poczuć je.
            Miałam władzę. Miałam władzę i mi ją odebrano. Wiedziałam co chcę robić, co robię i wszystko było zależne ode mnie. To było moje życie, na moich zasadach. Chcę odzyskać swoją władzę, swoje życie. Celem władzy, jest władza.
            Nagle zdałam sobie sprawę z tego, dlaczego tak dokładnie utożsamiłam się z tymi słowami. Przypomniałam sobie słowa, które Zafone napisał w jednej ze swoich książek - Cień Wiatru:


            "Że książka jest lustrem i możemy w niej znaleźć tylko to, co już nosimy w sobie, że w czytanie wkładamy umysł i duszę, te zaś należą do dóbr oraz rzadszych."