2014,
maj.
Stuk,
stuk, stuk.
Ugh!
Gdzie on się podziewa? Spoglądam na ekran monitora i zaciskam usta w cienką
linię, po czym wracam do opracowywania promocji dla agencji. Próbuję skupić się
na swoim zadaniu, lecz po raz kolejny zaczynam stukać długopisem o biurko. Co
się ze mną dzieje? Nie powinnam tak bardzo się tym przejmować. Ten okres minął
dawno temu. Jednakże znowu czekam na wiadomość i zaczynam się denerwować.
Dlaczego nie odpisuje? Co robi? Ugh, jestem beznadziejna.
Odpycham
się od biurka i idę zrobić sobie herbaty. Dlaczego on musi doprowadzać mnie do
szału? Nienawidzę go za to. Nienawidzę stanu do jakiego mnie doprowadził.
Kocham go. Kocham czuć go obok siebie, nawet gdy jest daleko. Boże, jestem
beznadziejna. Zalewam herbatę i wracam do biurka.
-
Emilly, co się z tobą dzieje? - słyszę za sobą zmartwiony głos graficzki.
Sama
chciałabym to wiedzieć.
-
Nic, chyba jestem zmęczona - wzdycham, mieszając herbatę, tradycyjnie robiąc
przy tym masę hałasu.
Postanawiam
zrobić sobie przerwę, więc oficjalnie włączam facebook'a. Przeglądam profile
znajomych i strony, które mógłby mnie zainteresować, lecz w głowie ciągle się
zastanawiam dlaczego on nie pisze. Przecież jest dostępny. Halo! Widzę cię!
Wypuszczam nerwowy oddech. Zostało mi jeszcze kilka godzin pracy, powinnam się
uspokoić. Upijam łyk herbaty i krzywię się. Gorąca. A niech cię szlag!
Chcąc
się czymś zająć zaczynam czytać rozmowę z poprzedniego wieczora. Chcę pozbyć
się go z mojej głowy, lecz nie potrafię. Ulegam.
Emilly Angel
Okey. Lol, czaisz, że w
tym roku kończę 18? :) Dzisiaj doszła do mnie ironia tej sytuacji ;-;
Tobias
Fallen
No
czaję XD
Emilly Angel
Tyle czekaliśmy, abyśmy oboje byli po 18 i sie wszystko schrzaniło gdy
"najgorsze" było za nami.
Tobias
Fallen
Hm,
a dobra nie ważne.
Emilly Angel
Nie no, powiedz.
Tobias
Fallen
Ja
nie zerwałem, chciałem to naprawić ale już się nie dało.
Emilly Angel
Zerwałeś we wrześniu. Ja później powiedziałam, że nie ma sensu próbować.
Poza tym przecież cię teraz nie obwiniam.
Znaczy, uważam, że oboje daliśmy ciała, ale wiem że to też moja wina,
nawet znaczna.
Tobias
Fallen
To
prawda, że oboje zawaliliśmy.
Ale
jeśli byśmy spróbowali to było by lepiej. Teraz mam samochód to pewnie widzielibyśmy
się co tydzień.
Emilly Angel
Próbujesz mnie dobić, kochanie? xd
Tobias
Fallen
Sam
siebie dobijam, chociaż mam Jessicę.
Emilly Angel
Więc czemu siebie dobijasz, skoro masz ją?
Tobias
Fallen
Em,
bo mam poczucie winy? Bo wiem, że robię źle, a nie zerwę z nią bo nie umiem jej
tego zrobić?
Emilly Angel
Okey, nie będę niemiła xd
Tobias
Fallen
No
tak, wiem, z Tobą umiałem.
Emilly Angel
Właśnie.
Tobias
Fallen
Mówiłem
ci, że sporo się zmieniło u mnie.
Dorosłem.
Emilly Angel
Dorosłość to umiejętność podejmowania odpowiedzialnych decyzji. Myślisz,
że odpowiedzialne jest to, że masz poczucie winy, ale nie zostawisz jej, bo nie
chcesz jej ranić?
Tobias
Fallen
Wziąłem
za nią odpowiedzialność.
Emilly Angel
To nie są rozmowy na fb. Znasz moje zdanie. Ja zawsze oczekiwałam od
ciebie szczerości, ponieważ uważałam, że na nią zasługuję i myślę, że każda
dziewczyna oczekuje jej dla siebie.
Tobias
Fallen
Ale
ona o tym wie.
Emilly Angel
Że masz poczucie winy?
Tobias
Fallen
Też
i wie, że nie powinienem z nią być.
Zw
idę się umyć.
Emilly Angel
I co ona na to?
Ok.
Tobias
Fallen
Podziękowała
mi. Dobrze wie, że drugiego takiego jak ja szybko nie znajdzie.
Emilly Angel
A ty drugiej takiej jak ona, prawda?
Tobias
Fallen
Em,
kocham ją, jest w niej coś wyjątkowego, bo jest inna niż inne dziewczyny. Ona
ustaliła reguły nim ja to zrobiłem.
Emilly Angel
Rozumiem.
Tobias
Fallen
Dziękuję.
Emilly Angel
Boże, jestem zbyt dobrym człowiekiem xd
Tobias
Fallen
Wiem
o tym, że taka jesteś ;*
Emilly Angel
A potem dziwne, że dostaje po dupie od życia. Sama to na siebie
sprowadzam! xd
Tobias
Fallen
Gadasz
;* dobrze wiesz jak Bóg na to patrzy.
Emilly Angel
Wiem.
Tobias
Fallen
Przepraszam
ale idę już spać :)
Emilly Angel
Nie ma sprawy, wyśpij się.
Tobias
Fallen
Bo
rano o 5 pobudka XD
Emilly Angel
Mhm.
Wyśpij się więc.
Tobias
Fallen
Dobranoc
Słoneczko ;*
Emilly Angel
Dobranoc.
Tobias
Fallen
Jesteś
zła?
Emilly Angel
Nie.
Tobias
Fallen
Tak,
wiem, nie znosisz jej.
Bo
ona ma teraz coś, co ty chcesz.
Emilly Angel
Powiem to, choć nie pamiętam, abym kiedykolwiek ci to mówiła.
Zamknij się.
Bo za cholerę nie pomagasz w tej chwili.
Tobias
Fallen
Przepraszam.
Dobranoc.
Emilly Angel
Przepraszam.
Po prostu to jest trudne i bez tego.
Poniosło mnie.
Przepraszam.
Tobias
Fallen.
Nic
się nie stało.
Rozumiem.
Dobranoc.
Emilly Angel
Nie złość się.
Widocznie nie jestem aż tak dobrym człowiekiem, huh? xd
Tobias
Fallen
Dobranoc
słońce ;*
Jesteś
;*
Emilly Angel
Dobranoc ;*
Po prostu to nie sprawiedliwe.
Dobra, robię się nieznośna xd
Za późno xd
Za dużo myśli xd
Nieważne xd
Ugh, pisanie ze mną w nocy nie jest bezpieczne ;-; xd
Zaciskam
powieki, pocierając palcami skonie. Mam ochotę kopnąć się w twarz. Faktycznie
piszę głupoty, gdy jestem zmęczona. Dlaczego czuję, że to nie koniec rozmowy?
Biorę głęboki oddech, obiecując sobie, że nie rozpłaczę się w pracy. Nie
potrzebuję litości, nawet bez tego czuję się wystarczająco źle. Oblizuję wargi
i upijam łyk herbaty, próbując odgonić wspomnienie, które doprowadziło mnie do
tego miejsca.
-
Daisy, zrób herbatę - jęknęłam zakopana pod kołdrą, patrząc na ciemnowłosą
przyjaciółkę.
-
Jestem gościem, ani mi się śni! - zawołała rzucając we mnie moją poduszką.
Bezczelność! Odrzuciłam w nią puchowym przedmiotem, uśmiechając się przy tym
kusząco.
-
Możesz zrobić tą, którą tak lubisz...
-
Z DROGI! - wrzasnęła zeskakując z łóżka, przez co obie wybuchłyśmy śmiechem.
Potrząsnęłam
głową, tłumiąc w dłoni ziewnięcie. To był szalenie długi dzień i byłam naprawdę
zmęczona. I znudzona. Westchnęłam, biorąc do ręki telefon i pierwszą myślą,
było napisanie do niego. Była Wielkanoc i chyba zanadto udzieliła mi się
kłamliwa atmosfera świąt, nakazująca miłować się wzjamnie.
Wysłałam:
"Hej :)"
Żadnej
odpowiedzi. W sumie było już późno, chłopak miał zdecydowane prawo już spać.
Wychyliłam się w stronę kuchni, nasłuchując pisków oparzenia, czy czegokolwiek
takiego - z Daisy nigdy nie było wiadomo czego się spodziewać.
Telefon
zawibrował.
"Hej
:) Co u ciebie?"
Przełknęłam
ślinę, sama nie wiedząc dlaczego się uśmiechałam.
"Nudno,
Daisy u mnie śpi. A u ciebie?"
"Dobrze,
gram z Samem"
Przewróciłam
oczami z rozbawieniem. Miliony razy powtarzałam mu, że musi to ograniczyć. Lecz
zarówno on, jak i Sam - jego brat - byli zdecydowanie uzależnieni od gier
komputerowych.
"Przeszkadzam?
:)"
"Nie,
choć nie wiem co moja dziewczyna na to"
Rozchyliłam
wargi, biorąc głęboki oddech. Uśmiech momentalnie zniknął z mojej twarzy.
"Nie
chcę robić problemów. Cześć."
"Przestań,
nie robisz ich :)"
Rzuciłam
telefonem na przeciwległy koniec łóżka.
-
Co się stało? - spytała przyjaciółka, wchodząc do pokoju i momentalnie
zmarszczyła brwi, przyglądając się mojej napiętej twarzy.
-
On ma dziewczynę.
-
Kto?
-
Tobby - mruknęłam i wymusiłam najszczerszy uśmiech, jaki potrafiłam.
Kubki
niemalże z hukiem wylądowały na stole, a dziewczyna wpadła na mnie z siłą
czołgu. Potrzebowałam powietrza.
-
Pewnie sobie ją wymyślił, żebyś była zazdrosna - westchnęła odgarniając włosy z
mojej twarzy.
-
Możliwe - westchnęłam, po czym zaśmiałam się cicho. - Zresztą wszystko jedno.
To zamknięty rozdział, cieszę się jego szczęściem.
-
Mądra dziewczynka!
Z zamyślenia
wyrywa mnie wibracja telefonu. Patrzę na wyświetlacz. Mike. Jestem w pracy,
niech idzie do diabła. Kocham mojego kuzyna, ale czasem działa mi na nerwy z
siłą rażenia. Dowiedziałam się o Jessice dwa tygodnie temu. Przez pierwsze trzy
dni cieszyłam się, że się ode mnie uwolnił. Po trzech dniach chciałam
rozstrzelać dziewczynę, która odebrała mi wszystko, co kochałam. Wszystko co
kocham. Oblizuję wargi, próbując skupić swoje myśli na czymkolwiek, co nie
miałoby nic wspólnego z Tobiasem. Tym bardziej, że właśnie w tej chwili jest z
nią. Robi mi się nie dobrze. Biegnę do łazienki.
Opieram
dłonie o muszlę i chcę zwymiotować. Chcę się zmęczyć i chcę aby mi ulżyło.
Jednakże niczego nie jadłam, więc wypluwam z siebie trochę żółci. Zaczynam
płakać. Nie jest to spazmatyczny wybuch płaczu, ledwie kilka łez niemo
spływających po policzkach i tyle. Nie mam siły płakać, lecz nabiorę jej do
wieczora, a wtedy będę spalać się kolejnego dnia.
Uśmiecham
się do Hannah i siadam przy swoim stanowisku. Dzwoni telefon i wchodzi klient.
Patrzę na graficzkę i wzdycham. Telefon jest mój.
-
Mystery, słucham? - mówię z czystym profesjonalizmem, odkładając na bok swoje
życie.
-
Dzień dobry, zastałem pana Sebastiana? - słyszę po drugiej stronie i wzdycham w
duchu.
-
Niestety, pan Sebastian opuścił agencję godzinę temu. Proszę spróbować na
komórkę - odpowiadam wstając po wizytówkę.
-
Mogłaby mi pani podać numer?
-
Oczywiście, ma pan coś do pisania?...
Jest
to już trzecia osoba pytająca o Sebastiana odkąd wyszedł. Mamy tego dnia
prawdziwe urwanie głowy w pracy i zdecydowanie nie jest to odpowiednia chwila
na użalanie się nad sobą. Zresztą nienawidzę użalania się, litowania ani
niczego, co potwierdzałoby to, w jak beznadziejnej sytuacji jestem.
Odkładam
telefon i spoglądam na ekran monitora, chcąc wrócić do opracowywania promocji dla
agencji. Mam dość ślęczenia nad bazą danych - jestem pewna, że prędzej czy
później dostanę od niej oczopląsu.
Tobias
Fallen
Noo
tak :)
Uśmiecham
się pod nosem. Nie mam pojęcia dlaczego, ale cieszy mnie ta odpowiedź.
Wcześniej pytałam, czy chciałby pouczyć mnie jeździć, skoro za kilka miesięcy
zdaję na prawo jazdy. Przygryzam wargę i przesuwam opuszkami po klawiaturze, po
czym zaczynam pisać.
Emilly Angel
A jak ci rozbiję auto? xd
Tobias
Fallen
Nie
rozbijesz :)
Emilly Angel
Jesteś pewien? xd Jestem zdolna xd
Tobias
Fallen
Tak,
jestem pewien :)
Emilly Angel
Skąd ta pewność? :)
Tobias
Fallen
No
bo wiem :)
Nic
się nie stanie.
Emilly Angel
Skoro jesteś taki pewny to ok xd
Tobias
Fallen
Nom
:)
Emilly Angel
To jak bd miał wolne to daj znać xd
Tobias
Fallen
Okk
:)
Emilly Angel
Wracam do pracy, odezwę się później :)
Wyłączam
facebook'a i kończę projekt promocji. Przez cały czas uśmiech nie schodzi z
moich ust i nie mam dla tego sensownego uzasadnienia. Czuję się jak na
emocjonalnym rollercostearze. Tak, jakbyśmy znowu byli w punkcie wyjścia, a
cały ten czas nie miał żadnego znaczenia, w żaden sposób nie odbił się na
naszej historii.
Chowam
twarz w dłonie, próbując przetrwać do końca pracy.
* * *
Wybiegam
z agencji, wiedząc że za chwilę mam autobus. Wsadzam słuchawki w uszy i
puszczam moją ulubioną playlistę. Spośród setki piosenek, w kółko słucham
czterech, które dołują mnie z każdą chwilą coraz bardziej. Kocham je.
Przyśpieszam kroku i wpadam na ulicę. Dzięki muzyce, nie słyszę ryku klaksonów
i nie odczuwam centymetrów, które dzielą mnie z najbliższą maską samochodu.
Chcę zapomnieć o bólu, pogrążając się w tym uczuciu jeszcze bardziej.
Patrzę
na niebo i marszczę nos. Zdecydowanie będzie padać. I jak na zawołanie, duża
kropla roztrzaskała się prosto na moim nosie. Cofam się o kilka kroków pod dach
przystanku i czekam na autobus. W tej samej chwili przypominam sobie, że
dzwonił mój ukochany kuzyn. Cóż, co cię nie zabije to cię wzmocni, prawda? Wybieram
numer.
-
Hej, Emie - słyszę jego głos po trzech sygnałach i przewracam oczami.
-
Co chciałeś? - warczę. "Emie" zdecydowanie pogorszyło mój stosunek do
niego na jakieś kilkanaście sekund.
-
Idziemy w sobotę na kręgle - odparł, a gdzieś w tle usłyszałam damski głos.
Ponownie przewróciłam oczami.
-
To nie było pytanie - zauważam, podirytowana.
-
Owszem, nie było. Nie masz planów, a powinnaś się rozerwać. Idzie Mercedes i
inni ludzie...
-
Nie mam ochoty - syczę, zaciskając wargi w wąską linię. Nigdy nie grałam w
kręgle i zdecydowanie nie chcę się upokorzyć przed Mike'em. Kocham go, ale nie
jest pierwszą osobą na liście tych, przy których mogę się zbłaźnić. Nie jest
nawet w pierwszej dwudziestce.
-
Trudno. O 18 pod Pizza Hut. Bądź.
Sygnał
zakończonego połączenia.
Mam
ochotę zawyć z frustracji. Odkąd pamiętam, Mike próbował, próbuje i z pewnością
będzie próbował ustawiać moje życie według własnego planu. Nie raz wykrzyczałam
mu to w twarz, choć i tak o wiele za mało. On nie zachowuje się jak burak. On JEST
burakiem. Kocham go i wiem, że jest też dobrym człowiekiem, ale to nie zmienia
faktu, że mam ochotę rozszarpać mu gardło. Co najmniej.
Potrzebuję
się uspokoić.
Dzwonię
do Tobiasa.
Zajęty.
Warczę
pod nosem i wchodzę na facebooka.
Tobias
Fallen
Nie
mogę spać.
Nie
wiem co mi jest.
Marszczę brwi zmartwiona.
Bez większego zastanowienia, przesuwam palcami po ekranie telefonu.
Emilly Angel
Może za dużo myśli, albo nerwów.
Tobias
Fallen
Chory
jestem. Grypa czy coś.
Emilly Angel
Byłeś u lekarza?
Tobias
Fallen
Nie.
Zaciskam
powieki i warczę pod nosem. Wsiadam do autobusu, podciągając nogi pod brodę.
Torba poleciała gdzieś na bok. Nie znoszę tego stanu, gdy wiem, że jest z nim
źle. I chociaż wiele razy słyszałam, że mu matkuję, robię to nieświadomie,
niemalże instynktownie. Oblizuję wargi, biorąc głęboki oddech, starając się
stłumić niepokój, który zaczął rozlewać się w żyłach niczym trucizna.
Prawdopodobnie wynika to z tego, że od zawsze miałam przede wszystkim jego, a
on miał mnie. Gdy cokolwiek się działo, od razu o tym wiedzieliśmy. Nie wiem,
co bym zrobiła, gdyby nagle go zabrakło.
Emilly Angel
A idziesz?
Tobias
Fallen
Tak
w przyszły wtorek.
Jest
środa. Mam ochotę pojechać do niego i uderzyć go patelnią. Albo czymkolwiek
ciężkim, co miałabym pod ręką. On ma szczęście, że jest tak daleko, inaczej
dostałby czymkolwiek. Nie raz, nie dwa.
Emilly Angel
Tobby...
Tobias
Fallen
Nic
mi nie będzie.
Emilly Angel
Chorzy śmiertelnie też tak mówili ;-;
Tobias
Fallen
Oj
tam oj tam XD
Emilly Angel
Wolę cię żywego xd
Tobias
Fallen
No
nic mi nie będzie XD
Emilly Angel
Nie możesz iść z marszu do pierwszego kontaktu? ;-;
Tobias
Fallen
Ej
ale nic mi nie będzie.
Wypuszczam
wstrzymywany oddech i odchylam głowę na oparcie fotela. Spoglądam przez okno i
zrywam się z miejsca, widząc że to mój przystanek. Tak jakby. Przechodzę na
drugą stronę ulicy, tym razem ostrożniej i siadam na ławce, czekając na
autobus, który zawiezie mnie do domu.
Nie
znoszę w nim tego. Zawsze bagatelizuje swój stan, nie chcąc aby inni się o
niego martwili. Robił tak z każdym, tylko nie ze mną. Ja mogłam wiedzieć, jak
jest naprawdę, dlatego teraz mam ochotę go skrzywdzić. Przeczesuję włosy
palcami i patrzę na kiepski stan swojej baterii. Wypuszczam kolejny niezadowolony
oddech i włączam wirtualną klawiaturę.
Emilly Angel
Kochanie, proszę.
Mnie gonisz zawsze, więc raz zrób to, czego wymagasz ode mnie :)
Wyłączam facebooka, bo
inaczej padnie mi bateria. Będzie musiał wytrzymać aż dojadę do domu. JA będę
musiała wytrzymać tyle bez niego. Nie
rozumiem tego, co się ze mną dzieje i chyba boję się to zrozumieć.
Wsiadam
do autobusu i opieram głowę o szybę, pozwalając myślom podążyć dosyć dziwnym
torem.
Idę
szybkim krokiem po szpitalnych korytarzach, chociaż mam wrażenie, że zaraz
zwymiotuję. Denerwuję się i martwię. Wypadam zza zakrętu i widzę ją. Wyobrażam
sobie, że jestem tak samo zaskoczona jej widokiem, jak ona moim. Patrzę przez
chwilę w jej zielone oczy oraz rude włosy, spływające po plecach, po czym
wymijam ją bez słowa. Nie obchodzi mnie jej obecność. Nie obchodzi mnie to, że
ona uważa, iż ma prawo tu być. Nie ma prawa. Zaciskam wargi, czując wzrastającą
determinację. Nie powinno jej tu być. To nie jest jej miejsce.
Zaciskam
powieki i widzę szok wymalowany w szmaragdowych tęczówkach. Przyspieszam i
wpadam do sali szpitalnej, po czym podchodzę do niego, witając go. On jest mój.
On zawsze był mój i widząc sposób, w jaki na mnie patrzy, wiem że zawsze będę
należeć do niego.
Otrząsam
się szybko, zarówno mentalnie jak i fizycznie. Starsza pani, siedząca obok
mnie, posyła mi dziwne spojrzenie, lecz zbywam je mdłym uśmiechem, choć wcale
nie jest mi do śmiechu. Ciągle widzę te zielone oczy, choć tak naprawdę
widziałam je raz w życiu na żywo i to przez chwilę. Mimo to, czuję zimny
dreszcz. Przełykam gulę w gardle i zauważam nieprzyjemny posmak w ustach.
Wysiadam
z autobusu.
W
drodze do domu, cały czas myślę o tej dziwnej myśli. Po pierwsze, nigdy nie
musiałam odwiedzać Tobiasa w szpitalu. Po drugie, jest tylko chory, więc
dlaczego myślę o nim w szpitalu? Poza tym chyba jednak, mimo wszystko, nie chcę
się minąć z Jessicą w szpitalu. Zapewne obie byłybyśmy dla siebie podłe,
chociaż nie odzywałybyśmy się do siebie nawet słowem. Mimo to i tak to ona w
tej chwili może więcej. I nie wątpię, że by to wykorzystała.
Pierwsze
co robię po przyjściu do domu, to podłączam telefon do ładowarki i wchodzę na
facebooka.
Tobias
Fallen
Pójdę,
nie mam siły dzisiaj.
Okey znowu zaczynam się
martwić. Rzucam się na kanapę, biorąc telefon w dłonie i mimowolnie przygryzam
dolną wargę. Tobias rzadko nie ma siły czegoś zrobić, a jeszcze rzadziej o tym
otwarcie mówi. Nawet mnie. Przybija mnie bezsilność, którą mogę wyczuć nawet
przez sieć. Muszę zrobić coś, aby rozładować sytuację.
Emilly Angel
Ale nie za tydzień, szybciej xd
Tobias
Fallen
Ja
mam lekarza na miejscu tylko we wtorek.
Emilly Angel
UGH. Masz dziwnego lekarza!
Ja też musze iść ;-; lol xd
Tobias
Fallen
Tak
to mam w Bell Gardens.
Emilly Angel
Mów mi więcej, wiem gdzie to xd
Tobias
Fallen
Wiesz?
xD
Emilly Angel
Nie xd
Tobias
Fallen
Ha
ha.
Emilly Angel
Kochaj mnie, a nie nabijaj się ze mnie xd
Tobias
Fallen
Jasne
XD
Przewracam oczami z
rozbawieniem i odkładam telefon na miejsce. Wstaję i idę do kuchni, po czym
wsadzam zapiekankę do mikrofalówki. Przez cały czas się uśmiecham, choć powinno
mnie to irytować, wcale tego nie robi. Dobrze wiem, że to on tak na mnie działa
i nie przeszkadza mi to. Zaczynam nucić pod nosem Arash - Broken Angel, po czym
zaczynam się śmiać. Wzięła mnie faza na stare przeboje. To także jest jego
wina. Kilka minut rozmowy z nim sprawia, że czuję się szczęśliwsza. Uśmiecham
się i śmieję. To powinno być zabronione.
Wyciągam
talerz, po czym upuszczam go na blat, dmuchając na palce i piszczę przy tym, po
czym znowu wybucham śmiechem. Czuję się jak zakochana nastolatka - którą w
gruncie rzeczy wciąż jestem - przez co nie mogę powtrzymać śmiechu. Nie mam
pojęcia jak to działa, ale to co jest między nami jest niesamowite. Gdy jest mi
źle, wystarczy chwila rozmowy z nim, aby nagle wszystko nabrało żywych kolorów.
Fakt, są dni, kiedy doprowadza mnie na skraj obłędu, ale mimo wszystko go
kocham.
Włączam
radio i zaczynam śpiewać, krojąc zapiekankę na mniejsze kawałki. W tym wszystkim
ledwo słyszę telefon. Zrywam się z miejsca i biegnę do salonu.
-
Tak? - dyszę do aparatu, wycierając dłonie w dżinsy.
-
Co robisz, Em? - słyszę pogodny głos przyjaciółki i uśmiecham się.
-
Obiad, a co? Chcesz wpaść? - pytam rozbawiona i wracam do kuchni, ściszając
radio.
-
Obiad? W sensie te ochłapy, które jesz? Kot by się nie najadł.
-
Marudzisz - zaśmiałam się i wsunęłam do ust kawałek zapiekanki. Zostało mi 5.
-
Jak się czujesz? - pyta, choć z pewnością obie powstrzymujemy się od
westchnienia.
-
Jest ok, Abs - mówię, siadając na blacie i biorę kolejny kawałek zapiekanki,
bawiąc się nim w palcach.
-
Na pewno? - zaciskam powieki.
Abigail
jest osobą, której mówię o wszystkim, odnośnie mnie i Tobiasa. Daisy już nie
może o nim słuchać, ale z Abs mamy układ - ona wysłuchuje moich żalów odnośnie
Tobiasa, ja jej odnośnie Ericka - i obie jesteśmy szczęśliwe. Pocieram palcami
skroń i wyrzucam z siebie pytanie, które męczy mnie od poranka, dnia w którym
znowu patrzyłam na zdjęcie rudej.
-
Jestem ładniejsza?
-
Em, pytasz serio? - słyszę odpowiedź po chwili wahania.
-
Tak, Abs. Pytam, czy jestem od niej ładniejsza - wzdycham, nie chcąc jeść
dalej. Ona jest ode mnie szczuplejsza.
-
Kochanie, jesteś piękna. Masz śliczne, blond włosy, wspaniałe, kocie oczy,
urocze piegi i piękną figurę. Moim marzeniem jest, abyś ubrała białą koszulkę z
krótkim rękawkiem i kołnierzykiem, do tego krótką spódniczkę w kratkę oraz
białe za kolanówki - powiedziała na jednym oddechu, przez co niemalże się
roześmiałam.
-
Dzięki, Abs, ale mam grube uda - westchnęłam, dźgając wspomnianą, galaretowatą
masę.
-
Mam ochotę uderzyć cię patelnią - mruknęła.
-
Uwierz, nie ty pierwsza masz dzisiaj takie skłonności - roześmiałam się, wzruszając
nieznacznie ramionami.
* * *
Wychodząc spod prysznica,
przeczesuję palcami wilgotne włosy i staję przed lustrem, przyglądając się
swojemu ciału. Po raz pierwszy zauważam, że mam ładne piersi. Podnoszę ręce i
patrzę na siebie z profilu. Podoba mi się ich kształt. Patrzę na swój brzuch i
stwierdzam, że wcale nie jest aż tak gruby, jak ciągle mi się wydaje. Uda bez
zmian - zbyt obszerne. Znowu staję przodem i patrzę na swoją talię. Podoba mi
sie wcięcie, które jest zauważalne. Przechylam głowę na bok i przybliżam twarz
do lustra. Piegi mam rozsypane głównie po nosie i części policzków, je też
lubię. Nawet lubię moje usta i zęby, których kły wyglądają na wampirze. Oczy
podobały mi się od zawsze.
Ubieram
szlafrok i wychodzę z łazienki, niemalże w tej samej chwili, w której słyszę
głos mamy.
-
Emilly!
-
Tak? - krzyczę w odpowiedzi, otwierając drzwi swojej fortecy i staję na
szczycie schodów.
-
Zejdź po kolację! - woła mama, a później znika w swojej części domu.
Posłusznie
schodzę na dół i biorę z kuchni talerz z parówkami. Największy syf, ale mi
smakuje. Wracam na górę, po czym wpełzam do łóżka. Wsuwam do ust pierwszy kęs,
włączając jednocześnie facebooka. Od razu mu odpowiadam. Daisy zawsze się
śmieje, że szukam każdego pretekstu, aby do niego napisać, ale prawda jest taka,
że potrzebuję go. Jak powietrza.
Emilly Angel
Ale serio idź do lekarza xd
Tobias
Fallen
Pójdę.
Emilly Angel
Jak będziesz umierał? ;-;
To że wybrałeś ją, nie znaczy że przestanę się o ciebie troszczyć,
jesteś moim przyjacielem i serio wolę cię żywego xD
Więc będę ci truła, póki nie pójdziesz xd
Mam
ochotę kopnąć się w twarz. Sama o niej wspominam i sama siebie dobijam,
powtarzając wciąż i wciąż o tym, że wybrał ją. Szczerze? Niszczy mnie to od
środka tak, że mam ochotę pojechać tam i powiedzieć jej, że nie zasługuje na
niego. Prawda jest taka, że na niego nie zasługuje. Znam go i wiem, że ma
problemy i to takie o których nie powie każdemu, a do ich rozwiązania
potrzebuje kogoś naprawdę silnego. Ona nie jest silną osobą. W sumie sama już
nie wiem, czy ja jestem silną osobą. Czy ktoś silny może tak desperacko
potrzebować kogoś innego?
Tobias
Fallen
No
pójdę noooo XD
Emilly Angel
Dobrze, uwierzę jak pójdziesz xd
Tobias
Fallen
Okey
:)
Uśmiecham się i odkładam
telefon na bok. Następnie biorę do ręki książkę, którą kończę czytać. W końcu
wypadałoby zabrać się za coś ambitnego, dlatego też czytam "Rok 1984"
G. Orwella. Wspaniała książka! Otwieram ją na miejscu, gdzie ostatnio
skończyłam czytać i zagłębiam się w lekturę.
"Partia
pragnie władzy dla samej władzy. Nie obchodzi nas dobro ludzkości; obchodzi nas
wyłącznie władza. Nie bogactwa, luksusy, długie życie lub szczęście, a tylko
władza, czysta władza. (...) My jesteśmy inni. Wiemy, że nikt nie sięga po
władzę z zamiarem jej oddania. Władza to nie środek do celu; władza to cel. Nie
wprowadza się dyktatury po to, by chronić rewolucję; wznieca się rewolucję w
celu narzucenia dyktatury. Celem prześladowań są prześladowania. Celem tortur
są tortury. Celem władzy jest władza. Czy wreszcie zaczynasz rozumieć?"
Odsuwam
od siebie książkę i przełykam z trudem ślinę. Chociaż wiem, dlaczego O'Brien
wypowiada te słowa do Winstona, nie mogę opanować wrażenia, że wypowiada je
wprost do mnie. Chociaż Orwell napisał tę książkę w 1949 roku, 55 lat temu, nie
mogę przestać myśleć, że przewidział tę sytuację. Zupełnie tak, jakbym miała
teraz przeczytać tę książkę, zobaczyć te słowa. Poczuć je.
Miałam
władzę. Miałam władzę i mi ją odebrano. Wiedziałam co chcę robić, co robię i
wszystko było zależne ode mnie. To było moje życie, na moich zasadach. Chcę
odzyskać swoją władzę, swoje życie. Celem władzy, jest władza.
Nagle
zdałam sobie sprawę z tego, dlaczego tak dokładnie utożsamiłam się z tymi
słowami. Przypomniałam sobie słowa, które Zafone napisał w jednej ze swoich
książek - Cień Wiatru:
"Że
książka jest lustrem i możemy w niej znaleźć tylko to, co już nosimy w sobie,
że w czytanie wkładamy umysł i duszę, te zaś należą do dóbr oraz
rzadszych."